Dziennik treningowy - 17 I 2008

rodzaj: bieganie/długi bieg

schemat: 45 minut bieg wolnym tempem - 2:30 marszem - 45 wolno

wrażenia: ojjj… Profilaktycznie skróciłem do półtorej godziny, bo wiem z doświadczenia, że po całej nocy balowania i trzech godzinach snu nie biega się najlepiej. Nic z tego - ostatnie 20 min po prostu umierałem a końcowe 5 przebiegłem (przedreptałem) wyłącznie na sile woli… Dawno nie byłem w takim stanie, żebym miał kłopoty z dojściem z parku do domu po treningu.

A najgorsze było potem, kiedy się już dowlokłem (uwaga, drastyczne szczegóły!). Po wtoczeniu sie na piętro uderzyłem do ubikacji ulżyć pęcherzowi i mało nie padłem, kiedy zobaczyłem kolor tego… płynu, który się ze mnie wylał. Na moje oko coś pomiędzy Coca-Colą a wodą z zardzewiałych rur. Nie poczułem się najfajniej, mówiąc oględnie. Czytałem wcześniej co nieco o rabdomiolizie i jakoś tak słabo mi się zrobiło… Na szczęście teraz (kilka godzin później), kiedy wlałem w siebie ze dwa litry płynów, sytuacja wróciła do normy ale chwila strachu była… Czyli dobry trening miałem;-)))

Dziennik treningowy - 14 II 2008

rodzaj: wspinanie

schemat: 8 dróg między 4c a 6a

wrażenia: Wspinało się nawet nieźle (jedna droga, z którą miałem na początku problemy, teraz wydawała się prawie łatwa) ale za to palec, który już mi sie prawie zaleczył, znowu wrócił do kontuzjowanego stanu. Zdaje się, że jedyne wyjście to odstawić wspinanie na dłuższy czas, a na to nie mam za bardzo ochoty…

Dziennik treningowy - 11 II 2008

rodzaj: siła biegowa/GS (trening mieszany)

schemat: 4 x (podbieg/sprint + wieloskok + walking lunge 60 kroków + 12 podciągnięć + 28 pompek z nogami opartymi na ławeczce)

wrażenia: czas treningu 28:02 (od startu pierwszego sprintu do ostatniej pompki), oprócz tego przed i po trochę truchtania dla rozgrzewki i ochłonięcia.

Hmm, dziwne jakieś mam wrażenia. Niby wszystkie ćwicznia poszły OK, np. wszystkie podciągnięcia machnąłem w serii, bez puszczania gałęzi, tak samo lunges bez odpoczynków, ale całościowo jakoś strasznie umierałem - tętno z kosmosu, brak oddechu, mdłości itd. Może to przez ten cider i tiramisu trzy godziny wczesniej…;-). Ale ogólnie trening super i - tak jak poprzednio - po dwóch godzinach jeszcze dochodzę do siebie…

Najlepsze plany myszy i ludzi… czyli rozpiski treningowe, częśc 1

Autor fotki: jurvetson

 

Wygląda na to, że moje wpisy o treningu w domowych pieleszach spotkały się z dużym zainteresowaniem . W ostatnich dniach dostałem sporo próśb o stworzenie planu treningowego czy też rozpiski, która pozwoliłaby usystematyzować te wszystkie ćwiczenia i podać w postaci gotowej do spożycia.

Bardzo miłe uczucie wiedzieć, że ktoś jest zainteresowany moimi wypocinami, ale z drugiej strony widzę tu odpowiedzialność, która mnie nieco przeraża. W końcu, przy całym szacunku dla moich czytelników, ja was przecież w ogóle nie znam i nie mam pojęcia, co tak naprawdę jest wam potrzebne!

Dlatego też, zanim zacznę tę serię wpisów, chciałbym poczynić następujące zastrzeżenia:

· Po pierwsze, nie jestem specjalistą/zawodowcem od treningu fizycznego i nie mam też w tym kierunku żadnego formalnego wykształcenia

· Wszystko, co pojawia się na tym blogu bierze się po części z własnego doświadczenia/eksperymentowania a po części z wiedzy, którą zebrałem w ciągu ostatnich kilku lat surfując w Necie, przegryzając się przez artykuły, książki, fora dyskusyjne itd.

· Co za tym idzie, oświadczam, że każdy kto decyduje się skorzystać z porad zawartych na łamach tegoż bloga robi to wyłącznie na własną odpowiedzialność ;-)

 

OK, najgorsze mamy z głowy. Teraz można przejść do czegoś zabawniejszego, a mianowicie jak trenować żeby mieć skutki i efekty ;-)

Po pierwsze, od razu uprzedzam, że to jest temat –rzeka i w żaden sposób nie da się pomieścić w jednym wpisie. Tym samym otwieram serię, które zajmie mi nie wiem dokładnie ile wpisów. Usiłowałem dziś nakreślić jakiś szkic i zauważyłem ciekawą prawidłowość – im więcej miałem pomysłów na wpisy, tym więcej nowych się pojawiało. Tak że najbezpieczniej będzie powiedzieć, że seria skończy się, kiedy napiszę ostatni post;-).

No dobra, do rzeczy. Jest zapotrzebowanie na plany treningowe. Jak wynika z komentarzy, same tylko opisy ćwiczeń nie wystarczają, bo wiele osób nie bardzo wie jak te ćwiczenia stosować, w jaki sposób je łączyć, co powinno być przed czym itd. Wszystko to są bardzo słuszne uwagi, bo jak wiadomo, żeby coś zrobić dobrze, to warto robić to planowo. W takim razie, zastanówmy się od czego zależy zawartość i struktura planu treningowego.

Otóż zależą one, jak się okazuje, od całej masy czynników.

  • Po pierwsze, od celów ćwiczącej osoby. Żeby trening w ogóle miał sens, trzeba sobie jasno powiedzieć, do czego ma służyć i co ma być jego skutkiem. Takich celów jest cała plejada – siła, wytrzymałość, kondycja, masa mięśniowa, zrzucanie tłuszczu, atrakcyjna sylwetka, konkretne wyniki sportowe, rehabilitacja i jeszcze masa innych. A każdy z nich wymaga innego planu i rozpiski treningowej. Ale na tym nie dosyć, bo nawet, jeżeli jakieś dwie osoby mają taki sam ogólny cel, to i tak ich rozpiski mogą się zasadniczo różnić, zależnie od całego szeregu dalszych czynników, jak:
  • Wejściowy poziom zaawansowania. Plan ułożony dla nieruchawego, otyłego urzędnika, który całe dnie spędza siedząc za biurkiem albo przed telewizorem będzie nieco inny niż rozpiska dla wyżyłowanego fightera MMA, mimo że obaj mogą mieć taki sam cel – dobry poziom sprawności ogólnej (GPP – General Physical Preparadeness)
  • Wiek – chyba jasne, że ludzie w różnym wieku mają różną tolerancję na wysiłek, zdolność regeneracji itd.
  • Płeć – między dziewczynami i chłopakami istnieje (poza innymi różnicami;-)) szereg różnic w zmiennych takich jak siła, wytrzymałość itd. Chociaż obie płcie powinny trenować w zasadniczo taki sam sposób, to przy układaniu rozpisek warto brać te różnice pod uwagę.
  • Zasoby, które ćwiczący ma do dyspozycji. Nie każdy ma tyle samo sprzętu, miejsca, wolnego czasu i warunków do treningu, i trzeba to brać pod uwagę przy układaniu rozpisek. Co komu po najlepszym planie treningowym świata, jeżeli nie ma sytuacji żeby go zrealizować?

 

Jak wynika z powyższych punktów, ułożenie jednej „rozpiski idealnej” jest nie tylko niemożliwe, ale wręcz niewskazane. Plan ułożony „dla każdego” byłby w najlepszym razie niekonkretny do zupełnej nieskuteczności, a w najgorszym – przeciwskuteczny. Nie ma bata, każda rozpiska musi być indywidualna i dostosowana do potrzeb ćwiczącego. I dlatego ani teraz ani w przyszłości nie podejmę się ułożyć planu dla kogoś, kogo nie znam i na oczy nie widziałem.

Ale to nie znaczy, że chce się wykręcić z odpowiedzi na prośby czytelników, nic podobnego. Otóż, mimo że każda rozpiska musi być inna, istnieje też coś takiego, jak zasady rządzące treningiem. Dobór ćwiczeń, układ serii, liczba powtórzeń, progresje treningowe itd. rządzą się konkretnymi regułami, które pozostają takie same dla każdego ćwiczącego. A żeby ułożyć sobie dobrą rozpiskę, trzeba po prostu wziąć te reguły i przepuścić je przez sito swoich celów, warunków, możliwości itd.

Z mojej strony, jako prosty autor bloga, mogę zrobić jedno – jak najlepiej przybliżyć i opisać te treningowe reguły i prawidłowości. Tym właśnie zajmę się w kilku następnych wpisach z tej serii. Na koniec spróbuję podać kilka przykładowych planów treningowych dla osób o różnych celach i warunkach początkowych, tak żeby pokazać mniej więcej jak taka rozpiska może wyglądać.

Do następnego razu!

Pzdr!

Siła bez siłowni część II - spokój i bezruch…

A oto kolejna odsłona serii o treningu siłowym w domowych pieleszach. Tym razem co nieco o ćwiczeniach izometrycznych.

Jak wynika z definicji, trening izometryczny mamy wtedy, kiedy mięśnie podczas ćwiczenia nie kurczą się ani nie rozciągają, a więc nie następuje żaden dający się zauważyć ruch. Cała praca polega na utrzymywaniu ciała w “niewygodnej” pozycji, tzn. w warunkach obciążenia, któremu pracujące mięśnie muszą cały czas aktywnie przeciwdziałać.

Jest to technika znana od tysiącleci i obecna w bardzo wielu systemach treningu i kultury fizycznej, choćby w jodze i wielu wschodnich sztukach walki/gimnastyki, w których wielokrotnie ćwiczy się pozostawanie przez długi czas w niewygodnych, wymuszających ciągła pracę mięśni, pozycjach.

Jest to więc trening sprawdzony a przy tym ma też inne zalety:

  • wprowadza urozmaicenie do programu ćwiczeń
  • nie wymaga sprzętu
  • buduje siłę i stabilność pod obciążeniem

Trzeba jednak pamiętać, że jest to trening wysoce specyficzny, tzn. efekty treningowe są najsilniejsze w pozycji, która była trenowana. Znaczy to tyle, że jeżeli wykonujemy cały czas przybloki na drążku z maksymalnie ugiętymi ramionami, to transfer siły i wytrzymałości do pozycji zwisu na lekko ugiętych rękach będzie niewielki.

OK, w takim razie pozostaje pytanie co i jak konkretnie można ćwiczyć w sposób izometryczny.

Otóż istnieje tu cały wachlarz możliwości, które można mniej więcej pogrupować według części ciała. I tak:

Dól - nogi i biodra

  • “krzesłko” czyli wytrzymywanie określonego czasu w pozycji przysiadu. Można wykonywać w oparciu o ścianę lub bez żadnego oparcia. Dla lepszego efektu warto przećwiczyć wszystkie pozycje - przysiad pełny, połowiczny (z udami równoległymi do podłogi) i ćwierć-przysiad, gdzie kolana są zgięte pod kątek rozwartym.
  • Wykroki i “przysiady Bułgarskie - trening na jedną nogę. Tak samo jak w przypadku normalnych przysiadów ćwicznenie polega tu na tym, że wytrzymujemy okreslony czas bez ruchu w dolnej pozycji czy to wykroku czy przysiadu.

Korpus - mięśnie brzucha i dołu pleców

  • plank - opieramy ciało na stopach i przedramionach, tak żeby być równolegle do podłogi i… trzymamy aż nie damy rady.
  • side plank czyli boczna wersja powyższego. Opieramy się na jednej ręce i jednej nodze tak, że jesteśmy jednym bokiem obróceni do podłogi. Dla zrównoważonego efektu warto jest przećwiczyć obie strony
  • Superman - w leżeniu przodem podnosimy do góry ręce i nogi i tak trzymamy.
  • Trudniejsza wersja powyższego może być wykonywana na maszynce do wyprostów tułowia

Góra - ramiona, klatka i grzbiet

  • “odpychająca” grupa mięśni - klatka, triceps itd. Tu oczywiście stosujemy przybloki we wszelkiego rodzaju wariacjach pompek. Dla najlepszego efektu warto urozmaicić np. rozstaw dłoni (szeroko, neutralnie, wąsko) jak i ugięcie łokci (od całkiem wyprostowanych rąk do pełnego zgięci kiedy prawie leżymy na podłodze)
  • “przyciągająca” grupa mięśni - grzbiet, biceps itd. Tutaj niezbędny jest drążek do podciągania lub jakikolwiek inny obiekt, na którym da się na dłuższy czas przywisnąć (framuga, gałąź itp.). Trening polega oczywiście na trwających określony czas przyblokach , czyli zwisach na ugiętych ramionach. I znowu, dla maksymalnego efektu dobrze jest przećwiczyć różne pozycje (od pełnego ugięcia rąk w łokciach do zwisu na rękach prawie prostych) i to zarówno w podchwycie jak i nachwycie.

Ogólne - całe ciało

  • L-ki w różnych wariacjach. Nazwa tego ćwiczenia pochodzi od litery L, czyli kształtu w jaki układa się ciało ćwiczącego. Wykonanie polega na utrzymaniu przed sobą wyprostowanych nóg tak, aby tworzyły kąt prosty z tułowiem. Najczęściej robi się to opierając ręce na podłodze lub jakichś podpórkach (L-sit) ale można też połączyć z podciąganiem i zwisem na drążku. Ćwiczenie to często zaliczane jest do ćwiczeń na mięśnie brzucha, ale nogi i górna połowa ciała pracują w nim wcale nie słabiej, więc tak naprawdę oddziałuje na całe ciało.

Tak przedstawiają się najprostsze wariacje ćwiczeń izometrycznych. Można je z powodzeniem wpleść do wykonywanego planu treningowego jako osobną sesję treningową lub jako urozmaicenie istniejących sesji.

A co jeżeli osiągniemy już w tych podstawowych wersjach wysoki poziom sprawności i zachce nam się wskoczyć na wyższy poziom albo po prostu zwykłe przybloki są dla nas za łatwe?

Otóż istnieją dwa sposoby zwiększenia poziomu trudności ćwiczeń izometrycznych, z których jeden jest (moim zdaniem) dużo zabawniejszy i bardziej rozwojowy niż drugi.

  • sposób pierwszy, prosty ale dość nudny to po prostu dodać do wykonywanych ćwiczeń obciążenie. Czyli dalej robimy przybloki w pozycji pompek, na drążku itd. ale teraz robimy je dociążając się plecakiem, hantlami, kamizelką z obciążeniem itp. Metoda może i skuteczna, ale mało rozwojowa.
  • sposób drugi jest dużo bardziej wymagający, ale za to pozwala wznieść się na wyższy poziom wtajemniczenia;-). Mianowicie wprowadzamy do naszego treningu elementy Gimnastyki (przez duże G, rozumianej jako dyscyplina sportu a nie “poranna gimnastyka”). Pozycje takie jak planche, dźwignie na drążku (przodem i tyłem) i - docelowo - różne krzyże wykonywane na obręczach gimnastycznych to też przecież pozycje statyczne, ale żeby móc je wykonać, trzeba osiągnąć całkiem nowy, (nieco nadludzki;-)) poziom siły i wytrzymałości. Ale za to jaka satysfakcja…

To by było na tyle, mam nadzieję że się podobało.

Na razie!

Dziennik treningowy - 9 II 2008

rodzaj: bieganie/długi bieg

schemat: 3 x (40 min wolnym tempem - 2 minuty marszem); razem 126 minut z czego 120 biegu

wrażenia: Wygląda na to, że treningi jednak coś dają, bo w porównaniu z poprzednim tygodniem skończyłem w zdecydowanie lepszym stanie no i w ostatniej rundzie byłem jeszcze w stanie sporo przyspieszyć (z 13,5 na 11,5 minuty na jedno okrążenie parku).

Tetno wahało się w okolicach 145-150, ale nic pewnego powiedzieć o tym nie mogę bo mój pulsomierz oczywiście nie działa tak jak powinien… może to baterie siadają? W ostatniej rundce, kiedy przyspieszałem, skakało pewnie do 160 albo coś koło tego.

A w ogóle to wreszcie mi się udało wyrobić trzy porządne treningi w tygodniu zgodnie z początkowymi założeniami na przygotowanie do półmaratonu. Oby tak dalej, ale jakoś w najbliższych tygodniach tego nie widzę… W końcu to ostatnie dni w Bxl i nie wydaje mi się, żebym miał zbyt dużo wolnych popołudni i wieczorów;-)).

Dziennik treningowy - 8 II 2008

rodzaj: gimnastyka siłowa

schemat: 5 x (45 sek przyblok w dolnej pozycji pompki + po 30 sek w dolnej pozycji split squat)

wrażenia: bardzo dawno takiego treningu nie robiłem ale wczoraj przeczytałem artykuł na T-Nation traktujący właśnie o takich izometrycznych ćwiczeniach i z ciekawości spróbowałem. I faktycznie jest to niezłe, po ostatnim przybloku nie byłem w stanie wypchnąć się do podporu na wyprostowanych rękach;-).

Dziennik treningowy - 7 II 2008

rodzaj: bieganie/szybkość

schemat: 8 x 400; zakładane tempo ok. 1:20; odpoczynki też 400 truchtem

wrażenia: hmm, chyba zaczynam czuć to tempo, bo tym razem udało mi się utrzymać prawie idealnie w zakładanych czasach. A konkretnie, czasy kolejnych interwałów miałem następujące: 1:19, 1:20, 1:20, 1:21, 1:18, 1:18, 1:20, 1:16. Dwa ostatnie były dość męczące (znajome uczucie nudności…) ale jeszcze jakoś udało mi się sprężyć na sam koniec.

Dziennik treningowy - 5 II 2008

rodzaj: siła biegowa/GS

schemat: 4 x (podbieg ok. 100 m + skip A 100 m + walking lunge 50 kroków + 10 podciągnięć + 25 pompek z nogami opartymi wyżej niż ręce)

wrażenia: Wow, nareszcie jakiś porządny trening! Jeszcze ponad godzinę po powrocie do domu, zjedzeniu, wykąpaniu się itd. czułem zmęczenie, podwyższoną temperaturę i przyspieszone tętno - typowe objawy Crossfitowe. Po raz pierwszy udało mi się porządnie zastosować pomysły z wcześniejszego wpisu o łączeniu treningów i muszę powiedzieć, że wyszło na 5+ (z lekkim akcentem masochistycznym;-)).

Całkowity czas - 25:25, odpoczynki zredukowane do niezbędnego minimum)

A swoją drogą to spacerowicze z pieskami w Parku Leopolda musieli mieć niemały ubaw ze mnie…o_O.

Dziennik treningowy - 4 II 2008

rodzaj: gimnastyka siłowa/siła maksymalna/plyometryczny

schemat: 5 x (10 bułgarskich przysiadów z wyskokiem z każdej nogi + po 4 pompki na jednej ręce/na każdą rękę); odpoczynki między seriami po 3 minuty

wrażenia: brak jakichś szczególnych wrażeń w sumie, dobry trening, nie za łatwy i nie za trudny…