Dziennik treningowy - 20 I 2008

rodzaj: bieganie/długi bieg

schemat: miało być 4 x (26,5 min wolnym tempem -2 min marszem), wyszło 3 x (26,5 - 2) i koniec… razem 1:26

wrażenia: kurczę, a juz myślałem, że dam radę. Wyszedłem bezpośrednio po całej nocy balowania, sporej ilości “napojów rozweselających” różnej mocy i pochodzenia i praktycznie z pustym żołądkiem (łyżeczka masła orzechowego i odrobina tuńczyka to chyba było za mało…) i nawet dobrze mi się biegło dwie pierwsze rundy, ale w trzeciej zaczęło się dziać coś dziwnego i kiedy ją kończyłem, czułem, że nogi i cały organizm po prostu odmawiają współpracy, więc stwierdziłem, że nie będę kozaczył i grzecznie (choć nieco otępiony od wysiłku) wróciłem do domku. No cóż, zawsze to coś…

Leave a Reply