Przeglądając kilka dni temu anglojęzyczne blogi outdoorowe natrafiłem na ciekawego newsa. Mianowicie pewien Amerykanin (tzn. Stanozjenoczonianian) o nazwisku Andrew Skurka ukończył był właśnie przejście niezwykle długiego szlaku zwanego Wielką Pętlą Zachodnią. Idea szlaku powstała kilka lat temu, kiedy p. Skurka i niejaki Ryan Jordan (ojciec idei superlekkiej turystyki) wpadli na pomysł połączenia kilku szlaków w południowo-zachodniej części USA w jedną wielką pętlę i potraktowania tego jako kompletnej wyprawy.

obrazek z www.andrewskurka.com
Cała Pętla liczy sobie 6875 mil, czyli ok. 11 000 kilometrów (kawałek drogi, co?) i wiedzie przez najbardziej odludne, niedostępne i nieskażone cywilizacją obszary zachodnich i południowych stanów, łącząc osiem istniejących tam długich szlaków turystycznych i przecinając dwanaście parków narodowych.
Skurka, który już wcześniej był znany jako specjalista od pokonywania długich, wymagających szlaków z dużą szybkością i minimalnym wyposażeniem, postanowił przejść za jednym zamachem całą Pętlę. Jestem pewny, że główną motywacją była tu nieziemska frajda przemierzania chyba najpiękniejszych okolic na Ziemi i chęć dokonania fantastycznego wyczynu (no i nie zapominajmy o wymaganiach sponsora – GoLite za coś mu w końcu płaci) ale oprócz tego Skurka postanowił wykorzystać przejście do zebrania bezpośrednich obserwacji efektów globalnego ocieplenia na dzikich terenach, gdzie ani telewizja ani Internet zbyt często nie zagląda i wykorzystania tego dla nagłośnienia problemu wpływu zmian klimatu na przyrodę (pan Andrew jest wielkim zwolennikiem Ala Gore i orędownikiem walki z globalnym ociepleniem).
Wymarsz na szlak nastąpił 9 kwietnia 2007. Od tego czasu Skurka przemieszczał się sam, niosąc tylko minimalną ilość sprzętu i jedzenia. Szczegółowa lista wyposażenia zmieniała się zależnie od pory roku (wiosna-lato-jesień) i okolicy (niższe lub wyższe góry itd.) ale, zgodnie z tym co podają źródła, waga plecaka p. Skurki nigdy nie przekroczyła 15 funtów czyli nieco poniżej 7 kg (nie licząc wody i jedzenia). Szczegóły dotyczące wyposażenia i diety można znaleźć na osobistej stronie Skurki jak i na stronie GoLite.
Pokonanie całej Pętli bez przerwy zajęło Skurce 7 miesięcy. Trzeciego listopada Andrew zameldował się w Grandview Point na południowym brzegu Wielkiego Kanionu, czyli w miejscu z którego wyruszył. Przez ten czas pokonał wspomniane wyżej 6875 mil, co daje średnią prędkość nieco powyżej 30 mil na dzień – czyli ok. 48 km.
Więcej na ten temat na stronach andrewskurka.com i GoLite.com a także na Trailspace.com. Ja natomiast chciałbym teraz rzucić kilka bardzo luźnych uwag, które przyszły mi do głowy po zapoznaniu się z wyczynem Skurki i całą jego działalnością.
· Po pierwsze, co za niesamowita sprawa – takie przejście to jest coś, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że południowo-zachodnie Stany to jedne z najpiękniejszych miejsc na Ziemi.
· Być takim sponsorowanym ultra-hikerem to dość komfortowa sytuacja, mówiąc oględnie. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby tzw. normalny człowiek mógł sobie na coś takiego pozwolić, chyba żeby wygrał na loterii albo znalazł gdzieś skarb…
· Ten człowiek to cyborg albo mutant. Trzeba mieć żelazną determinację, żeby zasuwać przez 7 miesięcy z rzędu bez przerwy. Ciekaw jestem jak sobie radzi z nudą, samotnością, kontuzjami, chorobami, rozstrojami żołądka itd.
· Bardzo bym chciał zapoznać się dokładnie z logistyką tego przejścia. Nawet jeżeli całe jedzenie p. Skurki składało się z batonów, to przecież nie nosił na plecach zapasu na 7 miesięcy! Ciekawe, czy miał jakaś ekipę pomocniczą, czy też zawczasu zadołował jedzenie i sprzęt w wybranych miejscach na szlaku.
· Chodzenie na lekko to jest to! Jakoś sobie nie wyobrażam robienia 48 kilosów dziennie ze standardowym dwudziestopięciokilowym worem na plecach:-D. Trzeba się postarać obciąć jak najbardziej wagę plecaka.
· Ciekawe, czy u nas dałoby się zorganizować tego rodzaju przedsięwzięcie, pozyskać sponsorów itd. Zastanawiam się, czy polskie (i zagraniczne, ale działające w Polsce) firmy outdoorowe byłyby skłonne sponsorować tego rodzaju wyczyn. Jeżeli wspierają himalaistów i skałkowców, to czemu nie thru-hikerów…
· No i ostatnie: gdzie w naszej najbliższej okolicy (mam na myśli Europę z przyległościami) można by cos podobnego zorganizować? Przychodzi do głowy łuk Karpat, ewentualnie też łuk Alp ale to już trzeba by kombinować, bo nie całe Alpy da się ot tak przejść, ale co poza tym? Może trawers Uralu wzdłuż? Ma ktoś pomysły na logiczne, mające sens, superdługie przejścia górskie w Europie i najbliższych okolicach?
To by było na tyle. Nie wiem jak wy, ale ja jestem zainspirowany, żeby coś podobnego kiedyś zrobić. Może nie od razu 11 000 km ale jakiś wypad należy zorganizować.
Pozdrav
jeżeli Ci się spodobało, wrzuć ten wpis na:
|
|
|
| 
Zamieszczony w: przemyślenia, ultralight, wyszperane w Necie
yo!
pamiętasz, w Bułgarii szliśmy pewien czas czerwonym szlakiem, który był częścią większego szlaku biegnącego z Bałkanów na płw. Iberyjski. może to jest właśnie to?!
swoją drogą, to bardzo temu Skurce zazdroszczę…
Sporo wątków poruszyłeś, ciężko będzie o jakiś zgrabny komentarz, ale spróbuje…
1. Takie przejście to nie wątpliwie przygoda życia, coś więcej niż wyczyn, coś więcej niż tylko wysiłek. Chciałbym kiedyś coś takiego przeżyć.
2. Cyborg? Gość chyba nie urwał się z choinki, więc ma jakieś wcześniejsze doświadczenia po łażeniu po górach, bieganiu, ultra itp. Co oczywiście nie umniejsza jego wyczynu. Na razie dla mnie takie rzeczy pozostają poza sferą możliwości, przede wszystkim psychicznych… Ale to właśnie przychodzi z wiekiem.
3. Chodzenie na lekko. Nie wiem jakie tam panują warunki, ale jak ja bym się wybierał na takie coś to na pewno na lekko
.
4. Wydaje mi się, że cieżko byłoby znaleźć sponsorów na tego typu przedsięwzięcia. Nie mówimy tutaj o jakimś polarku czy plecaku, ale pełnoprawnymn sponsoringu… Bo czym jest przejście np. GSB w 7 dni do zdobycia jakiegoś 8tysięcznika? Dla zwykłego Kowalskiego większym wyczynem będzie zdobycie Mt. Everestu a nie pokonanie takiego dystansu, bo to jest bardziej medialne. Z drugiej strony i u nas rozwija się szeroko pojęte ultra, więc może za jakiś czas?
5. Karpaty to dobry trop – http://www.karpaty2004.republika.pl/ – Łukasz Supergan pokonał cały Łuk Karpat w samotnej wędrówce. Ostatnio oglądałem sobie mapy i faktycznie Ural aż się prosi o przejście
. Ja osobiście jako coś realnego celuje w jak najszybsze pokonanie trasy Świnoujście – Hel po plaży. Może pasma górskie na czas? Np. Beskid Niski, zdaje się, że coś ok. 140km, może na raz? Itp. Ale to za jakiś czas
.
No i przede wszystkim szacunek dla Andrzeja Skurki, bo to naprawdę wielki wyczyn!
Uff…
[...] sierpień 2007 – tam, gdzie woda płynie pod górę.Dziennik treningowy – 18 XI 2007Andrew Skurka i Wielka Pętla Zachodnia – 11 000 km w 7 miesięcyThe best of „gimnastyka siłowa” – część pierwsza: martwy ciągDziennik treningowy – 20 XI [...]
[...] czas temu napisałem o Wielkiej Pętli Zachodniej, łączącej południowo-zachodnie stany USA i przy tej okazji zastanawiałem się nad propozycjami [...]
[...] czas temu napisałem o Wielkiej Pętli Zachodniej, łączącej południowo-zachodnie stany USA i przy tej okazji zastanawiałem się nad propozycjami [...]