The North Face Ultra Trail du Mont Blanc - pomysł na wakacje?
Witam. Jak wynika z tytułu bloga, zamierzam poruszać tu kwestie różnego rodzaju ekstremalnych wyczynów górskich/outdoorowych, w których wziąłem lub chciałbym wziąć udział, lub też po prostu takich, które uważam za fajne i godne popularyzacji w naszym pięknym kraju. Zacznę tę serię z grubej rury, od opisu jednego z dwóch najfajniejszych (moim zdaniem) ultramaratonów górskich w Europie (drugi opiszę kiedy indziej, więc bądźcie czujni;-)). Mianowicie chodzi mi o imprezę pod tytułem The North Face Ultra-Trail Tour du Mont Blanc. Jak z samej nazwy wynika, jest to bieg sponsorowany przez firmę The North Face (dla niezorientowanych – jednego z największych potentatów na rynku outdoorowym) i organizowany przez Les Trailers du Mont Blanc, ekipę biegaczy, górołazów i generalnie zapaleńców sportów outdoorowych i ekstremalnych.
Sam bieg odbywa się co roku w sierpniu i przyciąga zainteresowanie biegaczy i ekstremalistów z całego świata. Limit miejsc wynosi 2000 osób i przeważnie wypełnia się w ciągu kilku godzin od otwarcia zapisów. Potencjalni uczestnicy musza spełnić dość surowe wymagania – po pierwsze przedstawić zgodę lekarza na udział w podobnym wariactwie wyczynie a po drugie wylegitymować się udziałem w przynajmniej jednym biegu terenowym na dystansie 80 km lub dwóch na dystansie 50 km. Uwaga: biegi drogowe nie są uwzględniane. I rzecz ostatnia (chociaż nie najmniej ważna): po przebiciu się przez te formalności, należy jeszcze uiścić wpisowe o wysokości jedynych 120 euro.
Skazańcy Szczęśliwcy, którzy ujrzą swoje nazwisko na liście uczestników mają przed sobą przeżycie, którego nie da się opisać, jeżeli się w nim samemu nie wzięło udziału. Trasa biegu liczy (dane z tego roku, mogą jednak ulec niewielkim modyfikacjom przy następnym biegu) 163 km i 8900 metrów podejść, biegnie szlakami i ścieżkami górskimi wokół masywu Blanka, przebiegając przez trzy kraje (Francja, Włochy i Szwajcaria). Start i meta znajdują się w Chamonix. Na trasie ustawione są punkty regeneracyjne, gdzie można wzmocnić się rozmaitymi słodkami i słonymi przekąskami, bakaliami, ciastkami itd. jak też uzupełnić płyny wodą, sokami, napojami izotonicznymi itd. W trzech miejscach (Les Chapieux, Cormayeur, Champex) wydawane są też gorące posiłki. Limit czasowy na pokonanie trasy wynosi 46 godzin. Nie są przewidziane żadne szczególne nagrody za zajęcie najwyższych miejsc, zamiast tego każdy, kto ukończył trasę otrzymuje certyfikat i nagrodę rzeczową ( w tym roku był to softshellowy bezrękawnik, oczywiście od North Face’a).
Wszystko to jednak schodzi na drugi plan kiedy rozlegnie się gwizdek startowy. Od tej chwili każdy z uczestników jest już tak naprawdę sam. Sam przeciwko morderczemu dystansowi, nieprzewidywalnej pogodzie, zmęczeniu, brakowi snu, którym może przeciwstawić tylko własną siłę, przygotowanie i – co najważniejsze – determinację i wolę ukończenia biegu. W nagrodę czekają go niepowtarzalne widoki masywu Mont Blanc i uczucie bycia częścią jedynego w swoim rodzaju wydarzenia…
Tak, zdecydowanie jest to impreza, w której chciałbym wziąć udział. Może w przyszłe wakacje?
Na koniec garść linków dla zainteresowanych:
Oficjalna strona biegu, najważniejsze informacje dostępne po angielsku, niemiecku, włosku i francusku.
Relacja jednego z niewielu Polaków, którzy ukończyli UTMB – Piotrka Kłosowicza z Raidteam.pl.
Filmy z tegorocznego i poprzednich biegów (po francusku).
Pozdrav!
Filed under: ekstrema, góry, ultrarunning
Piotrek również i w tym roku przywiezie z Francji polar z dumnym napisem “the finisher”. Tym razem pokonanie całej trasy zajęło mu 29 godzin co dało mu miejsce zaraz za pierwszą setką!
O mały włos nie zabrałbym się z nim na ten morderczy bieg, w ostatniej chwili zabrakło mi jednak odwagi i to, jak widzę nie tylko moje marzenie, przyjdzie mi zrealizować dopiero za jakiś czas…
Po pierwsze - dzięki za komentarz, fajnie widzieć, że ktoś tu zagląda.
Co do Piotrka, to wiem, że nie tylko ukończył w tym roku UTMB ale też uhonorował to wejściem na Blanka - wielki szacunek dla niego, nie ma co mówić.
A bieg faktycznie robi wrażenie morderczego, ciarki przechodzą jak się o tym czyta. Ale to tym fajniej, nie?
Sam prowdzę bloga to wiem jak motywujące są komentarze
.
Dokładnie tak jest, jak ciarki przechodzą to znaczy, że warto bliżej zainteresować się zawodami. Ja tak miałem po obejrzeniu filmiku, chyba z 2005 roku, wiesz, te zdjęcia z góry na zawodników jak napierają po skalistych ścieżkach, albo start w tym wielobarwnym tłumie. Serducho od razu szybciej bije i myślisz sobie “kurde, dlaczego mnie tam nie ma”
.
Cześć skoro biegniecie, to dajcie znac w barze na La Peule, ja i kolerzanka co rok wypatrujemy polaków i rozdajemy jedzenie i napoje tam. Wystarczy krzyknąć czy sa tu jakies polki, napewno bedziemy, jestesmy tam zawsze od lipca do pazdziernika. Pozdrawiam