Kirgizja, sierpień 2007 - tam, gdzie woda płynie pod górę.

W dniach 1 sierpnia – 2 września 2007 miała miejsce wyprawa trekkingowo – krajoznawcza do Kirgizji, zorganizowana przez zespół przewodników Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich z Warszawy oraz sympatyków i przyjaciół Koła. W skład wyprawy wchodziło 16 osób, a organizatorem i kierownikiem wyjazdu był Mikołaj Łaniewski – Wołłk. Głównym celem podróży był kilkunastodniowy trekking w regionie Batkeńskiej Obłasti w południowo – zachodniej Kirgizji a w szczególności doliny Ak-Su, Kara-Su i Dżaupaja w rejonie Karawszyn oraz dolina Ming-Teke i doliny Ak-Mieczet i Orto-Czaszma w rejonie Lajlaku. Miejsca te należą do najbardziej odludnych i najmniej uczęszczanych przez turystów miejsc w Kirgizji, co wynika po części z faktu, że jeszcze niedawno wstęp tam był zakazany ze względu na zamieszki i napiętą sytuacje polityczną. Obecnie Karawszyn odwiedzany jest jedynie przez nielicznych alpinistów, wśród których słynie jako jeden z najlepszych na świecie rejonów do wspinaczki wielkościanowej.

p8081510.jpg

 

W przygotowaniach do wyjazdu zespół został wsparty przez hurtownię Fatra, zajmującą się dystrybucją sprzętu turystycznego i wspinaczkowego, jak również przez firmy Lyofood (producenta liofilizowanej żywności wyprawowej) i Karrimor, znanego na całym świcie wytwórcę plecaków i akcesoriów turystycznych oraz portal e-góry.pl. Poza tym wsparciem wyjazd przygotowany został całkowicie samodzielnie, wspólnymi siłami wszystkich uczestników.

Do Moskwy zespół dostał się kombinowanym transportem kolejowym z przesiadkami w Terespolu i Brześciu. Następnie środek transportu został zmieniony na samolot Tu-154 linii S-7 do miasta Osz w południowej Kirgizji. Tam czekać miał już umówiony transport w postaci dwóch busów, które dowieźć miały drużynę już w region Karawszynu. Przejazd zespołu uhonorowany został przez pierwszą w Kirgizji od stu lat wielką burzę, ale poza tym droga przebiegła spokojnie, nie licząc rutynowych kontroli rozmaitych służb granicznych i atrakcji w postaci nielegalnego przejazdu przez enklawę tadżycką (opłaconego małym bakszyszem dla lokalnego komendanta). W ten sposób po dwóch dobach podróży można było rozpocząć właściwą część wyjazdu, czyli sam trekking. Podczas następnych szesnastu dni zespół pokonał kilka wysokich przełęczy, takich jak Pierewał Srednij Dżaupajskij (4340 m npm), P. Panoramnyj (4500 m npm) i P. Aktjubek (4390 m npm) i odwiedził wszystkie doliny, przewidziane w oryginalnym planie. Jedynymi (z niewielkim wyjątkiem) napotkanymi po drodze ludźmi byli miejscowi pasterze, którzy szczycą się kunsztem produkcji stu różnych produktów z mleka jak również potrafią tak poprowadzić kanały nawadniające, by woda płynęła nimi pod górę (stąd tytuł tej relacji, zjawisko zaobserwowane zostało naocznie przez uczestników wyprawy ;-) ). Oprócz nich zespól spotkał tylko niewielkie grupy alpinistów, zwabionych przez imponujące granitowe urwiska dolin Ak-Su i Kara-Su.

Po szesnastu dniach zespół zakończył trekking w miejscowości Ozgariusz u wylotu doliny rzeki Ak-Mieczet. Stamtąd nastąpił powrót do Oszu, po którym rozpoczęła się bardziej krajoznawcza część wyprawy. W tej części, obejmującej ostatnie dziesięć dni wyjazdu, uczestnicy podzielili się na mniejsze grupy i rozproszyli po całej Kirgizji (niektórzy pojechali też do sąsiedniego Uzbekistanu), zwiedzając wybrane przez siebie miejsca. Ostatecznie wyprawa zakończyła się drugiego września, kiedy to ostatnia dwójka uczestników szczęśliwie wróciła do Polski.

Podsumowując, tegoroczny wyjazd do Kirgizji należy zaliczyć do wyjątkowo udanych. Nie obyło się co prawda bez niewielkich problemów zdrowotnych, jednak urok gór Karawszynu, wspaniała pogoda i egzotyka Azji Środkowej zrównoważyły je z nawiązką.

Leave a Reply